Wybite szyby, sparciałe opony i gruba warstwa mchu na karoserii – to widok, który od lat drażnił mieszkańców kędzierzyńskich osiedli. Problem porzuconych aut, blokujących cenne miejsca postojowe, doczekał się zdecydowanej reakcji. Nowy komendant Straży Miejskiej zapowiada: miasto odzyska przestrzeń dla kierowców.
Przez lata „motoryzacyjne duchy” wrastały w krajobraz parkingów pod blokami. Choć gołym okiem widać było, że pojazdy te dawno straciły status środka transportu, procedury ich usuwania często grzęzły w urzędniczych zawiłościach. Efekt? Podczas gdy mieszkańcy krążą po osiedlach w poszukiwaniu wolnego miejsca, wraki zajmują je bezterminowo. To się jednak zmienia.
Pod wodzą nowego komendanta, Straż Miejska w Kędzierzynie-Koźlu zintensyfikowała działania wymierzone w właścicieli porzuconych aut. Funkcjonariusze nie ograniczają się już tylko do naklejania wezwań, ale skutecznie egzekwują prawo.
— Usuwanie pojazdów z dróg odbywa się na podstawie art. 50a ustawy Prawo o ruchu drogowym. W tym roku Straż Miejska spowodowała usunięcie z terenu miasta 20 pojazdów, które nosiły znamiona tzw. wraku lub nie posiadały tablic rejestracyjnych — wyjaśnia Hubert Adamek, szef miejskich strażników.
Kluczowym narzędziem w rękach strażników jest wspomniany artykuł 50a, który pozwala na odholowanie pojazdu, jeśli jego stan wskazuje na nieużytkowanie lub jeśli brakuje mu tablic rejestracyjnych. Co dzieje się z takim samochodem po usunięciu?
- Trafia na parking strzeżony: Koszt odholowania i postoju obciąża właściciela.
- 6 miesięcy na reakcję: Właściciel ma pół roku na odebranie swojej własności.
- Przejęcie przez gminę: Po upływie tego terminu pojazd z mocy prawa staje się własnością gminy. Większość z nich ostatecznie kończy na złomie.
Mimo surowych przepisów, strażnicy starają się działać etapowo. Zanim na miejscu pojawi się holownik, mundurowi podejmują próbę dotarcia do właściciela. Często szczera rozmowa i uświadomienie kosztów (które mogą wynieść nawet kilka tysięcy złotych) działają lepiej niż przymus.
Statystyki z tego roku pokazują skuteczność tej metody: z 20 zlokalizowanych wraków, tylko 6 odjechało na holowniku. W pozostałych 16 przypadkach właściciele, pod presją konsekwencji, sami uprzątnęli zalegające pojazdy.








