Radni na komisji przeciw nocnej prohibicji

Projekt uchwały nie zyskał akceptacji na komisji rady miasta. Mieszkańców to cieszy.

Wiele polskich wprowadziło w ostatnim czasie przepisy ograniczające możliwość zakupu alkoholu w godzinach nocnych. Wśród takich miejscowości jest między innymi stolica regionu – Opole. Nad problemem pochylili się także radni Kędzierzyna-Koźla. Projekt takiej uchwały trafił na komisję problemową Rady Miasta. Podczas głosowania przepadł projekt uchwały w sprawie wprowadzenia lokalnej prohibicji. Za było tylko dwóch radnych, przeciw zagłosowało pięciu, a jeden wstrzymał się od głosu. To oznacza jedno: pomysł nie zyskał poparcia.

– I dobrze. Bo choć temat regularnie wraca w różnych miastach, w praktyce takie rozwiązania najczęściej uderzają nie tyle w realne źródła problemów, co w zwykłych mieszkańców, którzy po prostu chcą zrobić zakupy późnym wieczorem albo w nocy – komentuje pan Adam, mieszkaniec Koźla. – Zwłaszcza że w Kędzierzynie-Koźlu wcale nie ma wielkiego wysypu całodobowych sklepów z alkoholem.

W rzeczywistości takich miejsc jest niewiele, a sprzedaż nocna koncentruje się głównie na stacjach paliw. To właśnie tam mieszkańcy najczęściej kupują nie tylko napoje, ale też podstawowe produkty, gdy inne sklepy są już zamknięte. W centrum miasta dodatkowo działa praktycznie tylko jeden typowo nocny punkt przy ulicy Reja. Trudno więc mówić o jakiejś skali, która uzasadniałaby wprowadzanie restrykcji dla całego miasta.

Jak podkreśla radny miejski Marek Piasecki, taki zakaz byłby rozwiązaniem bardziej symbolicznym niż skutecznym. Nie ma w Kędzierzynie-Koźlu takiej liczby punktów nocnej sprzedaży alkoholu, żeby robić z tego wielki problem. To są głównie stacje paliw, a poza tym jeden sklep nocny na Reja. Taka uchwała niczego by realnie nie naprawiła, a tylko utrudniła życie mieszkańcom – mówi Marek Piasecki.

Jak mówią radni, to ważny głos, bo wokół podobnych uchwał często buduje się atmosferę „walki o porządek”, podczas gdy rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona. Problemy z zakłócaniem ciszy nocnej, awanturami czy spożywaniem alkoholu w przestrzeni publicznej nie znikają od samego skrócenia godzin sprzedaży.

– Jeśli ktoś chce pić, zwykle i tak znajdzie sposób. Za to cierpią ci, którzy z nocnych punktów korzystają normalnie i bez żadnych ekscesów – słyszymy od jednego z przedsiębiorców.

Radni podczas dyskusji podkreślali, że takie ograniczenia uderzają głównie w przedsiębiorców. Nawet jeśli nocna sprzedaż nie jest dla wszystkich kluczową częścią obrotu, to dla części punktów, szczególnie tych działających dłużej, ma realne znaczenie ekonomiczne. – W czasach, gdy handel i tak działa pod presją kosztów, dokładanie kolejnych zakazów trudno uznać za rozsądny kierunek – przekonywano.

Odrzucenie uchwały można odczytać jako sygnał, że radni nie chcieli iść w stronę prostych, ale mało skutecznych zakazów. Zamiast tego miasto powinno raczej skupiać się na egzekwowaniu istniejących przepisów, reagować na łamanie prawa i częściej współpracować z policją w zakresie zabezpieczenia ładu i porządku.

KOMENTARZ:

Rocznie policjantom trafia się około 400 interwencji dotyczącej mieszkańców, którzy przesadzili z alkoholem w przestrzeni publicznej. Jest to jednak skromna grupa tych samych osób dla których prohibicja to jedynie trudne słowo po pierwszej połówce kupionej o 22:59.

REKLAMA ... ....