godz. 04:39 - sobota 19 Maj 2012

Wodzą naszych mężów na pokuszenie

W internecie, ale i lokalnej prasie, pojawia się coraz więcej zbereźnych anonsów. Wygląda na to, że oferty trafiły na podatny grunt.

„Sara. Nowość!” – uderza po oczach anons. Znaleźliśmy go pod zdjęciem kobiety na jednym z internetowych portali z ogłoszeniami towarzyskimi. Sara nie przedstawia się z twarzy, zamiast tego wypina do obiektywu tę część ciała, którą porządne panie starają się zawsze zakrywać.
„Zapraszam cię do mojego prywatnego i dyskretnego mieszkanka na chwile zapomnienia. U mnie ukoisz nerwy, pozbędziesz się stresu i zakosztujesz nowych doznań. Wiem, czego pragną mężczyźni…” – kusi Sara. Obok znajduje się informacja, że mieszka w centrum Kędzierzyna i numer telefonu komórkowego. Półgodzinna „randka” kosztuje 90 złotych, godzinne spotkanie to wydatek 150 zł. Zapewnia też, że jest dyspozycyjna od poniedziałku do niedzieli od 10.00 do 22.00.

Portale internetowe z lokalnymi ogłoszeniami towarzyskimi istnieją od wielu lat. Dotychczas seksbiznes rozwijał się jednak wyłącznie w dużych miastach. W Kędzierzynie-Koźlu reklamowała się jedna, maksymalnie dwie panie, na dodatek o wątpliwej jakości urodzie. Ale od pewnego czasu liczba takich niemoralnych ogłoszeń rośnie w zastraszającym tempie. Tylko na jednym z portali znaleźliśmy aż 18 propozycji z Kędzierzyna-Koźla! Kobiety lekkich obyczajów wodzą mężczyzn na pokuszenie, oferując spotkania za mniej niż 100 złotych. Mało tego, po wszystkim każą sobie wystawiać oceny na stronach internetowych. Te lubieżne wyznania mają być wabikiem dla kolejnych klientów.

Tak ocenił niejaką Sandrę mężczyzna, który przedstawił się w internecie jako Bogdan: – Rewelacyjna, ma to coś w sobie – zachwycał się. – Spędziłem z nią cudowna chwilę, anioł oraz diabeł w jednym ciele, rasowa Kicia.
W ten sposób coś, co jeszcze do niedawna było bardzo trudno dostępne, teraz jest na wyciągnięcie ręki. Na wiele kobiet może paść blady strach.
– Bo jak upilnuję swojego chłopa? W internecie numer wyszpera, zadzwoni kiedyś na spróbowanie i da się skusić – ubolewa pani Krystyna, mieszkanka Kędzierzyna-Koźla. – Dopóki tego nie było, spałam spokojnie, bo na tradycyjny romans mojego Józka żadna baba i tak nie zechce. Ale za pieniądze to co innego. Co to za problem, skryć sobie stówkę z wypłaty, by zapłacić takiej ladacznicy? – pyta pani Krystyna.
Same prostytuki mówią, że gdyby nie było chętnych, one by tych usług nie świadczyły.
– Przychodzą panowie i skarżą się, że żonę wiecznie boli głowa, albo już dawno przestała o siebie dbać. I chcą przypomnieć sobie, jak to było za kawalera – opowiada jedna z pań, której numer znaleźliśmy na takim portalu.
Pamiętajmy jednak, że tego rodzaju zabawy mogą się bardzo niebezpiecznie skończyć. Nikt nie ma bowiem pewności, kogo wcześniej obsługiwały panie i czy są w pełni zdrowe. Poza tym po takiej zdradzie małżeństwo już nigdy nie będzie takie, jak wcześniej. Nawet, gdy nieświadoma żona o niczym się nie dowie.

Przeczytaj więcej na podobne tematy:

  1. „Mamo, doładuj mi konto”. Sms-y od oszustów
  2. Ściągał portki i chwalił się swoim przyrodzeniem
  3. Z kasy miejskiego przewoźnika zniknęło ponad 240 tysięcy złotych
KATEGORIA: WERSJA PAPIEROWA