Pojedynek na szczycie PlusLigi wygrała 3:1 Skra Bełchatów. Wojna jednak się jeszcze nie skończyła i być może już za tydzień w finale Pucharu Polski dojdzie do rewanżu. Na razie siatkarze z Bełchatowa zepchnęli ZAKSĘ z fotela lidera PlusLigi.
Biletów na ten mecz zabrakło już cztery dni przed spotkaniem. Ponad 3 tysiące kibiców ostrzyło sobie zęby na doskonałe widowisko. Bądź co bądź spotkały się dwie czołowe drużyny PlusLigi – ZAKSA i Skra Bełchatów. – Mamy pełną halę kibiców, podrażnionego porażką w Lidze Mistrzów rywala
i ochotę na wielkie widowisko – mówił przed meczem na szczycie prezes ZAKSY, Kazimierz Pietrzyk, który mocno wierzył w swój zespół. – Skra przegrała z nami u siebie i teraz będzie chciała udowodnić, że jest w mistrzowskiej formie – dodawał Michał Ruciak, a Wojciech Kaźmierczak, który z powodzeniem zastępuje kontuzjowanego Patryka Czarnowskiego mówił wprost: – Jesteśmy dobrze przygotowani i chcemy wygrać. Mistrz Polski przyjechał do Kędzierzyna praktycznie prosto z Francji, gdzie jeszcze w czwartek zaprezentował się wyjątkowo słabo i przegrał 0:3 z mistrzem Francji Tours. Mimo to, bookmacherzy więcej szans na sukces dawali bełchatowskim „Pszczołom”. Kto postawił złotówkę na zwycięstwo Skry mógł wygrać 65 groszy, natomiast złotówka wydana na ZAKSĘ dawała zysk w wysokości 1,20 PLN.
Mecz zaczął się od prowadzenia 1:0, po chwili jednak gospodarze dzięki sprytnym serwisom Wojciecha Kaźmierczaka objęła prowadzenie 3:1. Obie drużyny podjęły ryzykowną wojnę na zagrywki, co często kończyło się strata punktów. . Na pierwszą przerwę techniczną gospodarze schodzili prowadząc 8:7, a po dwóch blokach na Winiarskim było już 13:10 dla ZAKSY. Obie drużyny wchodziły na coraz wyższe obroty, ale to ZAKSA była minimalnie lepsza. Punkty Rouziera i Samiki, doskonałe przyjęcie Michała Ruciaka, który „rozbroił” nawet bombę Mariusza Wlazłego lecącą z prędkością 122 kilometrów na godzinę powodowały, że „Trójkolorowi”, grając praktycznie punkt za punkt prowadzili 24:22. Goście zablokowali jeszcze Rouziera, ale po chwili dodali punkt z własnego serwisu i ZAKSA prowadziła 1:0. Statystki pokazały, że prowadziła zasłużenie. Kędzierzynianie byli minimalnie lepsi w ataku, bloku i przyjęciu, A Francuzi wspólnie z Jurijem Gładyrem i Ruciakiem atakowali z ponad 50 procentowa skutecznością.
W drugim secie walka rozgorzała na nowo. Tym razem Skra schodziła na pierwszą przerwę techniczną prowadząc 8:7. Dwa bloki na „Samiku” dały jednak Skrze trzypunktową przewagę (12:9). Przy stanie 17:15, Po ataku francuskiego przyjmującego zaliczyli punkt ZAKSIE mimo gwałtownych protestów zawodników Skry. Przewaga gości stopniała do jednego punktu, ale kolejne bloki gości pozwoliły im odbudować trzypunktowe prowadzenie. Potem jeszcze zablokowany został Rouzier i druga partię oddaliśmy drużynie Wlazłego i Kurka. Ten ostatni rozwiał nadzieje gospodarzy i zdobył ostatni punkt seta. Skra nie dostała jednak nic za darmo. To gospodarze byli lepsi w ataku i przyjęciu, za to goście aż 7 razy skutecznie blokowali naszych atakujących.
W trzecim secie już po kilku akcjach o czas poprosił Krzysztof Stelmach. Jego zawodnicy nie dawali sobie bowiem razy z serwisem Mariusza Wlazłego, który zdobył 3 punkty z rzędu. – Musimy to podbić, musimy – tłumaczył Stelmach zawodnikom. Po przerwie Gładyr odrobił punkt aplikując bełchatowianom asa, a po błędzie Michała Winiarskiego i fantastycznym serwisie Ruciaka ZAKSA wyszła na prowadzenie 7:6 i po długiej wymianie ciosów dołożyła jeszcze jeden punkt. Skra wykorzystywała jedna każdy nawet najdrobniejszy błąd gospodarzy i po kilku akcjach odzyskała trzypunktowe prowadzenie. Odpowiedź była jednak natychmiastowa. Dwa doskonale bloki i na tablicy pojawił się remis 15:15. Im bliżej końca seta, tym bardziej nerwowo grali goście. Oddali prowadzenie, popełniali błędy w przyjęciu i jedno było niezmienne. „Antek’ Rouzier kończył każdą piłkę dostarczona mu przez zagubnego. Przy stanie 22:22 o czas znów poprosił trener gospodarzy. Usiadł obok „Gumy” i długo mu tłumaczył ,jak ma rozgrywać. Ten znów zagrał do francuskiego atakującego i ZAKSA miała piłkę setową. Za to Skra miała Wlazłego, który zakończył długą wymianę i wyprowadził gości na prowadzenie 25:24. Do remisu doprowadził jednak… sędzia, który w decydującym momencie seta pokazał żółtą kartkę bełchatowianom. Ci zdobyli jednak dwa punkty z rzędu i wygrali niezwykle zaciętego seta 27:25.
Czwarty set, to już walka ZAKSY o to , by nie stracić trzech punktów. Szybko wyszli na trzypunktowe prowadzenie, szybko je stracili i znów odzyskali (11:8). Na parkiecie wciąż trwały indywidualne „potyczki”’. Pliński walczył z Gładyrem, Rouzier z Wlazłym, a Kurek z Ruciakiem. Po kolejnym udanym ataku francuskiego bombardiera, Trójkolorowi uzyskali 2 punkty przewagi, a trener Nawrocki wziął czas, by przypomnieć – Pilnujemy Ruziera – powiedział, a Kurek wykonał zadanie i znów mieliśmy remis. (19:19). W końcówce ZAKSA prowadziła już 23:21, Skra wałczyła jednak o pełną pulę i tak, jak w poprzednich setach wszystko wisiało na włosku. Blok Wojciecha Kaźmierczaka dał nam piłkę setową, ale bomba Wlazłego po prostu znokautowała „Gumę”. Niestety znowu nie wykorzystaliśmy okazji i mistrzowie Polski mieli trzy piłki meczowe z rzędu. Nerwówkę skończył… oczywiście Wlazły, który w najważniejszym momencie zaskoczył gospodarzy lekką (86 km/h) zagrywką, która jednak trafiła w boisko. Skra wygrała mecz 3:1, wyszła na prowadzenie, ale prawdziwa walka rozpocznie się dopiero w ply offach. Nie zawsze tan kto wygrywa bitwę musi wygrać wojnę. ZAKSIE zabrakło zimnej krwi w końcówkach, ale gdyby mecz odbył się ponownie wynik mógłby być równie dobrze odwrotny. Być może obie drużyny spotkają się za tydzień w finale Pucharu Polski i wtedy wygra ZAKSA.
ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – PGE Skra Bełchatów 1:3 (25:23, 22:25, 25:27, 27:29)
ZAKSA: Rouzier, Zagumny, Gładyr, Samica, Kaźmierczak, Ruciak, Gacek (libero) oraz Witczak, Pilarz i Warda
Skra: Wlazły, Pliński, Kurek, Falasca, Winiarski, Możdżonek, Zatorski (libero) oraz Kłos, Woicki i Bąkiewicz
Przeczytaj więcej na podobne tematy:

