Po naszej ubiegłotygodniowej publikacji prezydent Tomasz Wantuła zapowiedział, że miasto rozwiążę umowę z firmą ochroniarską, strzegąca baszty. Zamiast ludzkich oczu, obiektu pilnować będą kamery monitoringu.

» Nasz artykuł o baszcie wywołał wśród mieszkańców i władz dyskusję nad racjonalizacją wydatków z miejskiej kasy, zwłaszcza tych wydatków pozostawionych w spadku po poprzedniej ekipie rządzącej.
– Takie rozwiązanie jest tańsze i bardziej racjonalne – uważają władze miasta. dlatego decyzja już zapadła: dotychczasowa umowa z firma ochroniarską zostanie zgodnie z prawem wypowiedziana, a ochrona wieży widokowej, z której – jak pisaliśmy w poprzednim wydaniu – nic nie widać będzie się odbywała przy pomocy monitoringu. Miasto zakupi w tym celu i zainstaluje kamery, a na wypadek uaktywnienia się złodziei lub wandali, w odwodzie dyżurować będzie grupa interwencyjna. Mogą ją stanowić np. strażnicy miejscy patrolujący Stare Miasto.
– To bardzo dobre rozwiązanie. Dobrze, że prezydent zareagował tak szybko. Po latach szastania miejskimi pieniędzmi czas zacząć je wydawać po gospodarsku i z pożytkiem dla mieszkańców – uważa Wacław Parzydlak, którego wczoraj spotkaliśmy w okolicach wieży.
Przypomnijmy, że na zbudowaną kosztem miliona zł wieżę widokową, która miała być „magnesem dla turystów” zaglądają przeciętnie 2 – 3 osoby dziennie. Budowla znacznie bardziej od turystów interesuje złomiarzy i wandali, a na dodatek na jej utrzymanie miasto wydaje rocznie 70 tys. zł!
W ubiegłym roku wieżę odwiedziły 983 osoby, co daje średnią niewiele ponad 2,5 osoby dziennie. W praktyce na wieży całymi dniami nikt się nie pojawia, bo większość zwiedzających przybyło tu w grupach zorganizowanych. Były to wycieczki przedszkolaków, grupy szkolne itp.
Okazuje się jednak, że utopienie miliona złotych w bezsensowną inwestycję to dopiero początek kłopotów. Wieża wprawdzie niewiele interesuje turystów, ale jak magnes przyciąga złomiarzy i chuliganów. Pierwsi dybią m.in. na rynny i rury spustowe wykonane z miedzianej blachy, zdobione metalowe bramy, czy lampy oświetleniowe. Ponadto istnieje obawa, że stojący na uboczu obiekt może zostać podpalony przez wandali, gdyż konstrukcja jego zadaszenia wykonana jest z drewna.
Szybkość, z jaką Tomasz Wantuła rozprawił się z tym kłopotem pozwala mieć uzasadnioną nadzieję, że będzie w stanie sprawnie skorygować także inne błędy i nieszczęśliwe decyzje swojego poprzednika.
Przeczytaj więcej na podobne tematy:

